Dobra branża dla wariatów

jaPo dłuższej przerwie wracamy z felietonami naczelnego. 

We wstępie chciałbym przeprosić czytelników Mazowieckiej Siatkówki za spadek aktywności portalu w ostatnim czasie. Wynika on przede wszystkim z faktu, iż stałem się jedyną osobą publikującą na nim regularnie teksty [bo fotografowie jak zwykle dają radę], a zbiegło się to w czasie z dużymi zmianami na polu zawodowym, które znacząco zmniejszyły ilość wolnego czasu, jakim dysponuję. Niestety, MazowieckaSiatkowka.pl w praktyce jest kosztownym hobby, musi wiec ustąpić pierwszeństwa obowiązkom. Mam nadzieję, że nasi czytelnicy rozumieją – swoją drogą, zapraszam do pisania na łamach Mazowieckiej Siatkówki – mail znajdziecie po prawej pod wiele sugerującym napisem „WSPÓŁPRACA”.

Dziś tekst zainspirowany częścią moich obowiązków wspomnianych w poprzednim akapicie, mianowicie pracą w reprezentacji Polski niesłyszących siatkarzy. Na Igrzyskach Surdoolimpijskich w tureckim Samsun ponieśliśmy druzgocącą klęskę. Patrząc na wyniki można mówić o kompromitacji i częściowo tak właśnie jest, choć chciałbym zwrócić Waszą uwagę na kondycję sportu niesłyszących w Polsce. Myślę, że koledzy i koleżanki pracujący z osobami o innych formach niepełnosprawności borykją się z podobnymi problemami.

W Turcji zderzyliśmy się ze ścianą. Spotkaliśmy ekipy takie, jak Turcja, Rosja i Ukraina, które w mojej opinii spokojnie mogłyby stawać naprzeciwko słyszącym zawodowcom na poziomie około pierwszej lub drugiej ligi seniorów w Polsce. Dla porównania uważam, że reprezentacja Polski w obecnym kształcie miałaby duże problemy na poziomie trzeciej albo czwartej ligi. Jak się okazuje – co dla mnie, jako osoby z zewnątrz, było szokiem – ekipa Ukrainy od wielu lat jest skoszarowana w jednym klubie, trenuje na co dzień w mniej-więcej niezmiennym składzie. Pięć treningów w tygodniu jedną ekipą – my, Polacy, mieliśmy jakieś dwadzieścia, może trzydzieści dni treningowych w roku olimpijskim, a na co dzień większość chłopaków nie trenuje regularnie, ograniczając się – jak dobrze pójdzie – do dwóch klubowych treningów tygodniowo.

Kolejnym problemem siatkówki niesłyszących w Polsce jest brak środków na szkolenie młodzieży, czego doświadczyłem prowadząc w poprzednim sezonie ekipę Mazowsza Warszawa. Klub nie mógł sobie pozwolić na stworzenie odrębnej sekcji młodzieżowej, gdzie prowadzone byłoby szkolenie podstawowe. Musieliśmy poprzestać na dwóch wspólnych treningach tygodniowo. Jak wyglądają zajęcia, w których biorą udział razem reprezentantki Polski i dziewczęta nie potrafiące odbić piłki? Na kogo „postawić” przed Mistrzostwami Polski lub Olimpiadą? Odpowiedź nasuwa się sama, lecz później cierpi na tym reprezentacja, bo kadrowiczom i kadrowiczkom niejednokrotnie brakuje siatkarskich podstaw. Na zgrupowaniach trzeba katować technikę, elementy taktyczne niejednokrotnie muszą poczekać, nie wspominając o wspólnych treningach siłowych i motorycznych.

W Samsun mocno przekonaliśmy się również o dużej potrzebie pracy ekipy biało-czerwonych z psychologiem sportowym. I tu powstaje prozaiczny problem: zna ktoś psychologa sportowego, który by umiał migać? W delikatnych kwestiach pracy mentalnej treści „ginące w przekładzie” mogą okazać się zabójcze. Prawdopodobnie da się temu zaradzić, chciałbym jednak, abyście zrozumieli, z jakiego rodzaju kłopotami się borykamy.

Dotacje z MSiT sprawiają, że sport niesłyszących w Polsce może istnieć, ale świat nam ucieka – nie nadążamy. W Samsun doskonale spisali się pływacy, judocy i piłkarki, jednak widać było przepaść dzielącą nas od – chociażby – Ukraińców. Czy na Ukrainie naprawdę są lepsze warunki do budowy sportu niesłyszących? A może sposobem byłoby przeznaczenie na ten cel ułamka środków zaoszczędzonych poprzez wycofanie spółek skarbu państwa ze sponsorowania „słyszącej” siatkówki? Budżet średniego klubu drugoligowego pozwoliłby na wybudowanie w perspektywie kilku lat silnej reprezentacji, która liczyłaby się na arenie międzynarodowej.

Inna możliwość to skierowanie największych niesłyszących talentów do trenowania ze słyszącymi kolegami i sfinansowanie przez MSiT interpretatorów języka migowego przy największych klubach młodzieżowych. Chyba byłby to wydatek, na który Ministerstwo mogłoby sobie poradzić?

Pisałem już kiedyś, że praca z reprezentacją Polski niesłyszących daje mi dużo radości i satysfakcji, dlatego ucieszyłem się, kiedy z Polskiego Związku Sportu Niesłyszących dotarły do mnie wieści o chęci przedłużenia naszej współpracy. Będę ją dalej wykonywał z pełnym zaangażowaniem, dumą i radością z postępów, jednak nie oszukujmy się: tu potrzebny jest możny mecenas. Firma, która chciałaby przeznaczyć nieco środków na sport niesłyszących. Nie mówię tu o sponsoringu, bo… Bo kto w ogóle wie o istnieniu takiego sportu? A skoro mało kto o nim wie, to jaką reklamę może zaoferować? Rozmawiamy zatem o mecenacie. Z całego serca życzę niesłyszącym polskim sportowcom i działaczom, by znalazł się wariat, który dostrzeże w nich „dobrą branżę” dla siebie.

 

Comments

comments