Po trzech porażkach z rzędu Bemowskie Syreny odniosły zwycięstwo. W 11. kolejce pokonały na wyjeździe po ponad dwugodzinnej walce 3:2 Jokera Mekro Energoremont Świecie. Drugi trener Wisły Mikołaj Mariaskin opowiedział o tym spotkaniu.

Jak Pan oceni sobotnie spotkanie w Świeciu?

Mikołaj Mariaskin: Joker to bardzo dobrze poukładany zespół. Nic w tym jednak dziwnego. Wiadomo, że mają dobry sztab szkoleniowy i bardzo doświadczonego trenera. Spotkanie mogło się podobać. Było dużo emocji walki i dobrej siatkówki. Do tego można było zobaczyć dużo długich wymian i zwrotów akcji. Reasumując, na to się nastawialiśmy.

W pierwszym secie długo Wiśle nie szło dobrze, ale potem nasze zawodniczki zanotowały super powrót i zwyciężyły w tej partii. Co się wtedy stało?

Moim zdaniem pierwszą odsłonę wygraliśmy walką do samego końca. Widać było, że dziewczyny nie odpuszczają. Pomogła jedna ważna zmiana w końcówce i się udało. Duże brawa dla dziewczyn, że udało się odwrócić losy tej partii.

Drugi set był jeszcze lepszy. Dlaczego zatem w trzecim i czwartym nie udało się tego podtrzymać?

Nie odpowiem na to pytanie nic szczególnego. Taka jest siatkówka. Jedna, dwie akcje mogą odwrócić losy meczu. Zespół ze Świecia zaczął popełniać mniej błędów. Również lepiej bronił i zrobiło się 2:2.

Miał Pan obawy, że nie wygrywając 3:0, zespół przegra 2:3 i wrócą koszmary z poprzednich tie-breaków?

Jeśli mam być szczery, to czułem wielką obawę. W głowie miałem myśli, że przegramy wygrany mecz. Przyznaję się bez bicia, ale mam kolejną lekcję i nauczkę. Nie ma co się za wcześnie cieszyć i również za szybko wątpić w wygraną. Siatkówka jest nieprzewidywalna. Nie było po co dziewczyn mobilizować na piątego seta. One same doskonale wiedzą, w jakim momencie jesteśmy i, że wygrana potrzebna nam była jak tlen. Zawodniczki wyszły na tie-breaka, wygrały i chwała im za to. Pokazały charakter i walkę.

Takie zwycięstwo na trudnym terenie doda Wam wiary w siebie?

Czasami dwa tak zdobyte punkty potrafią wiele pomóc pod kątem mentalnym. Mam nadzieję, że tak się stanie w naszym przypadku. Każde zwycięstwa nakręca. Po serii niepowodzeń, na pewno udało się odetchnąć i zagrać naprawdę dobry mecz. W Świeciu gra się zawsze trudno i dużo zespołów straci tu punkty.

W tym momencie sezonu skład Wisły jest dość wąski. Macie w sztabie plan, jak wygrywać w takim przypadku?

Powiem tak. Nie ma co narzekać, trzeba grać, wierzyć i się mobilizować. Jak tego nie będzie, lepiej zostać w domu. Mamy trochę problemów, ale są one po to by je rozwiązywać. Staramy się to robić.

Teraz przed Wisłą mecz z KŚ AZS u siebie. Ostatnio we własnej hali naszej drużynie nie idzie najlepiej. W sobotę 1 grudnia będzie inaczej?

Szkoda, że przegrywamy przed własnymi kibicami, których na moje oko przybywa na hali na Bemowie. To mnie ogromnie cieszy. Było blisko z zwycięstw z MKS Dąbrowa, Grupą Azoty Tarnów oraz Uni Opole. Mocno przeżyliśmy te porażki. Zawsze jednak ludzie po spotkaniach podchodzą, przybijają piątki, mówią dobre słowa. Myślę, że to ważne, szczególnie dla dziewczyn. KŚ AZS Politechniki Śląskiej Gliwice to dobry zespół. Ze swoimi autami. Spróbujemy wyjść, walczyć i w końcu wygrać na naszej hali. Chcemy rozpocząć grudzień w dobrych humorach. Wszystkich serdecznie zapraszamy na mecz.

Źródło: Wisła Warszawa