Fatalna seria została przełamana. Po trzech porażkach z rzędu, Wisła pokonała w sobotę na wyjeździe w 11. kolejce Jokera Mekro Energoremont Świecie 3:2 (25:22, 25:18, 19:25, 22:25, 15:10). Warszawianki prowadziły już 2:0, ale ostatecznie musiały walczyć w tie-breaku.

W Wiśle w ostatnim tygodniu sporo było problemów zdrowotnych. Z tego powodu przełożono środowy mecz w Pucharze Polski. Mimo kłopotów, nasze siatkarki poradziły sobie z dobrze grającym w tym sezonie Jokerem. Łatwo jednak nie było.

Inauguracyjna partia pełna była wzlotów i przestojów w wykonaniu Wisły. Warszawianki przegrywały 4:8, by za chwilę wyrównać. Potem gospodynie prowadziły 14:10 i 17:12. Wydawało się, że o zwycięstwie w tej odsłonie można tylko pomarzyć. Tymczasem Bemowskie Syreny rozpoczęły kolejny powrót.

Rywalki miały problem z przyjęciem. Świetnie atakowała Ewelina Mikołajewska. Akcje kończyła Katarzyna Marcyniuk. Na dodatek zaczął także funkcjonować także blok.

Po punkcie Mikołajewskiej z lewego skrzydła, nasza ekipa miała pierwszą piłkę setową. Za chwilę znakomitym blokiem popisała się Anna Lewandowska i set zakończył się wynikiem 25:22.

W drugiej odsłonie przyjezdne kontynuowały dobrą grę, którą zaczęły prezentować w drugiej połowie pierwszej. Wyrównana walka trwała tylko do stanu 8:8. Potem warszawianki sukcesywnie zwiększały przewagę. Ostatecznie, bardzo pewnie wygrały 25:18. Drugą piłkę setową wykorzystała Żaneta Baran. Warto wspomnieć, że w tej części znów dobrze w kluczowych momentach wyglądała gra blokiem naszej ekipy. Także serwis nie zawodził.

Trzecia część nie okazała się ostatnią. Wisła nieco spoczęła na laurach i gospodynie skrupulatnie to wykorzystały. Praktycznie przez cały czas utrzymywały dwa-trzy punkty przewagi. W końcówce tę różnicę jeszcze powiększyły i zwyciężyły 25:19.

W czwartym secie po znakomitych zagrywkach Jowity Jaroszewicz i ponownie skutecznej grze Mikołajewskiej nasza ekipa wygrywała 6:2. Po przerwie na żądanie Jokera przebieg rywalizacji się zmienił. Po kilku minutach był już remis 9:9. Później mieliśmy wyrównaną grę. Przy stanie 14:13 dla Wisły groźnie wyglądającej kontuzji prawej nogi doznała Dagmara Dąbrowska. Przyjmująca gospodyń źle upadła po próbie bloku.

Mimo straty zawodniczki, miejscowe zaczęły grać o wiele lepiej. Najpierw as, potem dobre minięcie i zrobiło się 18:15 dla Jokera. O przerwę poprosił trener Piotr Hilko. Nic to nie pomogło, bo po chwili było już 21:16. Po ataku z środka Magdaleny Ociepy świecianki miały piłkę setową (24:21). Wykorzystały drugą okazję i doprowadziły do tie-breaka.

To dla Wisły był piąty mecz w tym sezonie, w którym wszystko rozstrzygało się w piątej partii. W poprzednich czterech aż trzy razy nie zakończył się on po naszej myśli. Trzykrotnie stołeczne siatkarki w decydującym secie przegrywały u siebie. Wygrały raz – w Toruniu.

Tie-break rozpoczął się dla gości źle (0:2), ale potem było o wiele lepiej. Świetnie zaatakowała Baran, a na zagrywce znakomicie prezentowała się Mikołajewska. Minęło kilka minut, a Wisła wygrywała 5:2. Niezwykle długą akcję skończyła Marcyniuk. W defensywie genialnie spisywała się Alicja Markiewicz. Bemowskie Syreny zdobyły łącznie sześć punktów z rzędu. Po bloku Połeć było 8:3. Rywalki zbliżyły się, ale dwa punkty Marcyniuk (10:6) nieco uspokoiły sytuację. Kapitalnie ataki Baran, a potem Marcyniuk sprawiły, że mieliśmy pięć piłek meczowych (14:9). Drugą z nich wykorzystała Marcyniuk.

– Przespaliśmy trochę dwa pierwsze sety – uważa trener Marcin Wojtowicz, szkoleniowiec Jokera Mekro Świecie. – Graliśmy za spokojnie. Z czasem pojawiły się też nerwy, bo nie szło tak, jak planowaliśmy. Od trzeciego seta było znacznie lepiej, jednak wystarczyło to do zdobycia jednego punktu. Apetyty były większe, ale po tym jak opadły emocje, należy docenić ten punkt. Mnie cieszy, że od dziewięciu meczów regularnie punktujemy oraz że z każdym zespołem walczymy o zwycięstwo. Faworyci ligi muszą się z nami liczyć.

Źródło: Wisła Warszawa, Joker Mekro Świecie

Foto: Joker Mekro Świecie